Link 02.11.2006 :: 20:50 Komentuj (8)
od niecałych dwóch tygodni czekam na ten dzień z ogromnym lękiem.
boję się spotkania z NIMI.
jak ja IM spojrzę w oczy.
czy w ogóle sie do mnie będą 'przyznawali' ...?
miało być tak pięknie.
i było do pewnego momentu.
za dużo wypiłam, głupio się stało.
w sumie do tej pory nie wiem o co nam poszło.
ale jest żal.
jest i był. była też żenada.
i tak samo będzie jutro...
tak bardzo bym chciała żeby to się jakoś wyjaśniło.
żeby było tak jak kiedyś [ ... <3 ....]
ale nie będzie. i bardzo tego żałuję.
że to zepsułam... a przecież nie chciałam...
nie mogę jutro płakać i załamywać się.
nie mogę.
chociaż wiem jakie to będzie trudne...
śnieg, pierwszy w tym sezonie.
jedni się cieszą. drudzy rozpaczają.
ja jestem pośrodku.
z jednej strony nie chcę go, a z drugiej
dziś poczułam jakąś wewnętrzną świąteczną
atmosfere. dziwnie. baaaardzo.
Link 03.11.2006 :: 23:09 Komentuj (14)
przeżyłam.
nie było tak źle, a wręcz przeciwnie.
całkiem spoko było.
podeszli, przywitali się.
pogadaliśmy chwilę, powygłupialiśmy.
i żenująca z ich strony propozycje melanżu.
nie zgodziłam się. nie tym razem...
generalnie okazało się, że nie
miałam się czego obawiać.
i teraz to nie ja jestem żałosna,
tylko oni.
niemniej jednak pewna słabość do nich
jest i zapewne będzie.
ale nie czuję się już winna.
nie mam poczucia żalu.
ulżyło mi i jest ok.
po drodze 234929034 akcji z moją M. <69
nie wiem co bym bez niej zrobiła.
różowe suki.
przypał z kierowcą tramwaju ze mną
w roli głownej.
a później wpadłabym pod tramwaj.
ot tak sobie. ;o
arie w przejśćiu.
modlitwa pod kościołem.
poważne rozmowy o polityce.
mnóstwo śmiechu ze wszystkiego.
zakupy w lider szajsie.
ciasteczka i herbatka.
czytanie pamiętnika i naszych
starych rozmów...
`bo Ty dajesz tyle śmiechu
i radości...
dziękuje. <69
Link 04.11.2006 :: 20:25 Komentuj (8)
'jaka laska na melanż.?'
ten opis mi coś przypomina,
ze mną było tak samo,
dokładnie ta sama rozkmina.
Było miło, sympatycznie...
przytuliłeś gdy było zimno,
dałeś buzi na papa,
a później.?
koniec naszej bliższej znajomości,
po prostu nara.!
teraz na moim miejscu jest już inna,
Ty nie czujesz nic...
kolejnej złamałeś serce,
lecz udajesz, że nie stało się nic.
ja tak bardzo chcę być z Tobą,
codzień proszę Boga o to...
może kiedyś tak się stanie
i żegnając się ze mną powiesz
'będę tęsknił kochanie...'
nie do końca osobiście, żeby nie było.
Link 05.11.2006 :: 16:17 Komentuj (4)
śniegu już nie ma, stopniał.
jest taka typowa beznadziejna jesień.
taka, której tak bardzo nie lubię.
deszcz, plucha, bleee.
mam nadzieję, że jeszcze chociaż
przez jakiś czas nastanie
'złota jesień' : )
typowo nudna niedziela.
niedługo pewnie się czegoś
pouczę i tak szybciutko minie czas.
nigdy nie przepadałam za niedzielą.
zastanawia mnie ile będę jeszcze
czuła ŻAL.
za każdym razem gdy go spotkam?
będę czuła żal do samej siebie,
że to zepsułam, ale do niego też.
po opisach na gadu widzę co robi
itd i dziwnie się czuję...
tymbardziej dziwnie, że coraz częściej
w jego opisach pojawia się JEJ imię.
zazdrość.? pewnie coś w tym jest i będzie,
niemniej jednak...
wierzę, że kiedyś w końcu będzie dobrze.
Link 06.11.2006 :: 22:05 Komentuj (2)
ou, co za poniedziałek.
gdyby tak każdy wyglądał byłoby całkiem przyjemnie. ;D
najpierw oczywiście standardowo szkoła.
niepowodzenie na angielskim, ale co się będę przejmowała.? ^^
daaamy radę . ;DD
ogólnie same ownedy na przerwach i geografii szczególnie. ;o
pozytywny dzień, mimo wszystko.
a po lekcjach, rozważania na temat, co robimy.? ^^
po krótkich naradach postanawiamy wraz a panią M i panem M iść na wino pod mooost . xDD
spontan, o 17 na przystanku i jeedziemy. ;DD
pro było. ;D
jak zwykle z nimi . <69
ah . : )
Link 07.11.2006 :: 20:08 Komentuj (6)
tak wiem, to było chamskie i bezczelne,
że przeczytałam te esy.
i teraz tak bardzo tego żałuję.
wolałabym tego nie wiedzieć.
tak strasznie mi źle...
nie spodziewałam się tego,
nie po mojej mamie...
`przytłoczona realiami`
;(
Link 08.11.2006 :: 23:01 Komentuj (5)
ciężki dzień.
myślałam, że mi głowę rozwali,
żołądek wariował, prawie mdlałam
na religi.
dno dna poprostu...
teraz, kiedy przespałam całe
popołudnie jest już lepiej na
szczęście. : )
nie mniej jednak, jutro do szkoły
się nie wybieram. ;D
po zebraniu, przeżyłam uff.
lekkie czepianie się o oceny
i godziny nieuspr, ale biorąc
pod uwagę mój stan, mama dała
mi spokój. ; ]
martwię się o niego.
boję się...
przez te 3 miesiące stał
mi się bardzo bliski,
tyle akcji, wspomnień,
wspaniały przyjaciel.!
a teraz perspektywa, że
za ponad rok mogło by go
z nami nie być...
mam nadzieję, że my źle
go zrozumiałyśmy jego słowa,
że nie umrze....
[...]
Link 11.11.2006 :: 22:29 Komentuj (6)
`chyba najgorszy sen opuścił wyobraźnię...`
mój najbliższy przyjaciel jest ciężko chory,
umrze.
14 miesięcy.
nie mogę tego pojąć.
dlaczego...? :(
Link 17.11.2006 :: 20:56 Komentuj (6)
zwariowany dzień.
rano kina ze szkoły,
film o papieżu.
szczerze.?
nic rewelacyjnego, spodziewałam się czegoś więcej.
później powrót na Gołonóg
i tramwajem do sosnowca.
ja, martynka, markos.
pojechaliśmy na pogoń.
godzinę szukaliśmy tego klubu.
xDD
kłóciliśmy się.
nogę sobie uszkodziłam.
siedziałam na środku
chodnika, ah.
znaleźliśmy, kupiliśmy bilety
na koncert HappySadu <69
w stołówce, w której ludzie
jedli obiad ;ooooo xDDDD
i wróciliśmy do domu.
po drodze spotkaliśmy jakiś tam znajomych
z podstawówki.
żal trochę.
pod wieczór kościół,
spotkanie do bierzmowania,
rozmowy na peronie
i dooom.
generalnie smutno.
8-14 miesięcy,
przy dobrych wiatrach''
dożyje do matury.
podziwiam go.
za spokój, dystans,
za uśmiech i radość.
naprawdę...
śmierć jest cały czas
wokół nas.
w książkach, gazetach,
piosenkach.
dopiero teraz zaczęłam to
zauważać.
inaczej patrzę na życie,
tak jakby bardziej dorośle...
jutro sobota.
znów to samo.
znów ten smutek,
ten żal.
proszę, żeby to się
zmieniło i co...?
i nic.
Link 19.11.2006 :: 13:33 Komentuj (9)
mecz.
bez komentarza.
bezsensu wszystko,
nie chce mi się,
dno. żal. etc.
:(((
sielec.
fajnie było.
nawet bardzo.
domatory, lechy,
szukanie miejscówki,
śmiechy, rozmowy
[szczególnie ta z Madzią
<33 kocham bardzo. : ) ]
sklep. bez powrotu.?
słynne EMPIRE.! xD
no i Misiek .
Center, autobus no i....
wszystko co fajne się skończyło.
Zagórze Zajezdnia.
Dno dna.
gdzie jestesmy,
gdzie mamy iść .?!?
panika, rozpacz.
łzy, wyzywanie się,
kłótnie.
łapanie stopa.
rozmowy przez telefon
z rodzicami i nie tylko. ;o
trudno bardzo.
pijacy x2.
czekolada na krawężniku.
no i długo wyczekiwany 808 przed 00:00
;ooooooo
radość przeogromna.! ;D
Centrum DG.
ponad godzinę temu
powinniśmy być w domu.
strach, lęk. ;o
rodzice Martynki.
gdyby nie oni, musielibyśmy
do domu z buta iść po
północy przez jakieś lasy
i Pogorię oO
Dom.
00:30.
n/c.
w sumie mogło być gorzej.
bez konsekwancji.
tylko wyrzuty sumienia,
że w pewnien sposób zawiodłam
mamę.
że przysporzyłam jej zmartwień.
Dziękuje Madzi, Martynce i Markosowi
moje 3xM <69
Za to, że wczoraj no i w sumie dzisiaj
byli. ;o
I mam nadzieję, że już będę na zawsze. ;]]
Ale wspomnień nikt nam nie
odbierze . oO
Link 27.11.2006 :: 15:02 Komentuj (12)
po koncercie HappySadu.
ah, oh i w ogóle.
boskościowo było.
wzdłuż i wszerz.
chcę jeszcze. oO
wybawiłam się za wszystkie czasy.
zdarłam gardło.
narobiłam zakwasów przy pogowaniu.
; DD
ale warto było oooo tak. ;]]
poznanie na przystanku miłych
kolegów, którzy nie chcieli
nas puścić do domu.
przez nich znów wróciłam po 00:00 . ;>
a dziś szkoła.
niedokońca przytomnie do niej
poszłam, ale nie było tak źle.
`<69